M39.: PIT - MTL 1:4 - Bitwa o fotel lidera dla Habs
Słaby występ zanotowała dzisiaj drużyna pod dowództwem Mike'a Johnstona. Pingwiny po wczorajszym dobrym meczu z Tampą dzisiaj pokazały się z tej gorszej strony i przegrały z Montreal Canadiens 1:4. Honorowe trafienie dla Pens zaliczył, w swoim debiutanckim występie w naszych barwach, David Perron.
Fatalne rozpoczęcie
Gorszego początku spotkania z Montrealem Pingwiny mieć chyba nie mogły. Już w 3. minucie gry Canadiens objęli prowadzenie po oddaniu pierwszych dwóch strzałów na bramkę Flowera. Pacioretty dobił uderzenie Gilberta spod niebieskiej i było 1:0.
Kilka minut później Pens zostawili zdecydowanie zbyt dużo miejsca we własnej tercji obronnej Desharnaisowi, który spokojnie rozegrał gumę, przymierzył i pokonał Fleury'ego, tym samym wyprowadzając swój zespół na dwubramkowe prowadzenie.
Penguins grali słabo i potrzebowali impulsu, który pozwoliłby im wrócić do gry. Taka rzecz nastąpiła w 10. minucie meczu kiedy to Crosby świetnie podał do Perrona, a ten strzałem z pierwszego krążka zdobył bramkę kontaktową. Dla Davida była to pierwsza bramka w pingwinich barwach zdobyta już w swoim debiutanckim występie. Perron w całej tercji prezentował się bardzo dobrze. Prócz gry w ataku kilkukrotnie popisał się dobrymi zagraniami defensywnymi.
W dalszej części tercji Pens mieli jeszcze kilka okazji na doprowadzenie do remisu, ale ostatecznie po 20. minutach Pittsburgh przegrywał 1:2.
Tercja nijakości
Druga odsłona również rozpoczęła się fatalnie dla naszego zespołu. W 22. minucie starcia podczas gry 4 na 4 Pingwiny całkowicie zapomniały o tyłach i po tym jak z ławki kar wyskoczył Gilbert otrzymał on dobre podanie od Pacioretty'ego i ze stoickim spokojem wyprowadził Habs ponownie na dwubramkowe prowadzenie.
Gra Pingwinów w ogóle się nie układała. Dodatkowo łapaliśmy niepotrzebne kary. W 26. minucie podwójną karę mniejszą za niebezpieczną grę wysoko uniesionym kijem otrzymał Bortuzzo i musieliśmy się bronić przez cztery minuty. Na nasze szczęście Canadiens nie zdołali wykorzystać tego okresu gry w przewadze. Wybronione PP nie wpłynęło jednak w żaden sposób na naszą grę. Nadal nie umieliśmy w wyraźny sposób zagrozić bramce Price'a. Pod koniec odsłony Pens otrzymali pierwszą szansę na zdobycie bramki podczas gry w przewadze, ale lepiej zapomnieć o tym powerplay.
Strzelecka niemoc
Pingwiny próbowały powalczyć o kontaktowe trafienie w trzeciej odsłonie, ale nadal naszej drużynie nie wychodziło zupełnie nic. Po 10. minutach gry w trzeciej tercji Penguins zdołali oddać zaledwie jeden celny strzał na ramkę Price'a. Reszta uderzeń wędrowała albo tuż obok bramki Habs, albo lądowała poza obszarem lodowiska.
Znacznie więcej okazji na zdobycie bramek mieli goście. Gdyby nie świetna postawa Flowera w bramce dzisiejsze spotkanie zakończyłoby się znacznie bardziej bolesną porażką. Fleury wszystkiego wyłapywać jednak nie mógł i 55. minucie czwartą bramkę dla Canadiens zdobył Jemelin. Więcej bramek już nie oglądaliśmy i wynikiem 1:4 zakończyło się dzisiejsze spotkanie.
Pingwiny przegrywają z Canadiens i tracą fotel lidera Konferencji Wschodniej właśnie na rzecz Habs. W tym momencie tracimy do Canadiens jeden punkt.
Pittsburgh Penguins - Montreal Canadiens 1:4 (1:2, 0:1, 0:1)
Bramki i asysty: 10. Perron (Crosby, Downie) – 3. Pacioretty (Gilbert, Galchenyuk), 7. Desharnais (Plekanec, Weisse), 22. Gilbert (Pacioretty, Subban), 55. Jemelin (Eller, Sekáč)
Penguins: Fleury (Greiss) – Ehrhoff, Letang, Scuderi, Despres, Pouliot, Bortuzzo – Downie, Crosby, Perron – Spaning, Malkin, Rust – Kunitz, Sutter, Bennett – Ebbett, Goc, Adams.
Canadiens: Price (Tokarski) – Markov, Subban, Beaulieu, Gonczar, Jemelin, Gillbert – Pacioretty, Galchenyuk, Gallagher – Desharnais, Plekanec, Andrighetto – Sekáč, Eller, Prust – Bournival, Malhora, Weise.



Komentarze