Pittsburgh Penguins vs Washington Capitals 4:3 OT

Pittsburgh Penguins potrzebowali dogrywki aby zrewanżować się Capitals za poprzednie porażki. Dzięki dzisiejszej wygranej, podopieczni Dana Bylsmy, przedłużyli swoją zwycięską serię do sześciu spotkań. Po raz kolejny, najjaśniejszym punktem zespołu była linia Malkin/Neal.
Czy można opisać przebieg pierwszej tercji jednym słowem? Ależ można – dominacja. Pens oddali 9 strzałów na tylko 4 Caps z czego 2 z nich znalazły drogę do siatki. Tak jak poprzednie spotkania tych drużyn przyzwyczaiły nas do tego, że każda z trzech odsłon jest wyrównana, tak dzisiaj przez pierwsze 20 minut to gospodarze nadawali tempa. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Letang, który z niebieskiej posłał "rakietę" w kierunku Neuvirth'a, lądowanie nastąpiło w bramce Caps co pozwoliło na objęcie prowadzenia. Niedługo później, w konkursie strzeleckim zameldował się James Neal, po wygranym wznowieniu przez Malkina, krążek powędrował wprost pod kij Kanadyjczyka, który pewnym uderzeniem wyprowadził swój zespół na 2-0. Okazji na podwyższenie wyniku nie brakowało, jednak w kilku momentach zabrakło celności.
Czy można opisać przebieg drugiej tercji jednym słowem? Ależ można – dominacja. Chyba nikt się nie spodziewał tego, że następne 20 minut będzie lustrzanym odbiciem wydarzeń z części pierwszej. Stołeczni rozpoczęli zmagania od gry w przewadze, której nie udało się wykorzystać. Jednak już wtedy dało się zauważyć, że w drużynie Dale'a Hunter'a nastąpiło przebudzenie. Pierwszy przed szansą strzelenia kontaktowego gola stanął Mike Knuble, lecz na jego przeszkodzie pojawił się słupek. Swoją sytuację wykorzystał zaś Brooks Laich, który zostawiony na moment przez Michalka zdołał oddać strzał zmieniający wynik na tablicy. Po mocnym hicie Ovechkin'a na wspomnianym wcześniej Michalku, gra stała się zdecydowanie bardziej fizyczna, co przełożyło się na zestaw kar dla jednej jak i drugiej ekipy. Lepiej z takim obrotem wydarzeń poradzili sobie przyjezdni strzelając w 35 minucie wyrównującą bramkę. Na ostatnie dwie minuty przed syreną, Penguins grali w przewadze 5 na 3, niestety bez oczekiwanego rezultatu.
Trzecia tercja rozpoczęła się od mocnego akcentu ze strony Capitals, chyba najbardziej znany raper w drużynie gości, Aleksander Owieczkin, dał prowadzenie swojemu zespołowi. Bramka ta, podłamała kibiców gospodarzy, jednak samych zainteresowanych zmusiła do większego wysiłku. Genialne wprowadzenie krążka do strefy obronnej Stołecznych przez Malkina, oraz jego późniejsze podanie do Neal'a zamieniło się w gola na 3 do 3. Do tej pory zastanawiam się w jaki sposób, najlepszy strzelec ligi podczas gry w przewadze, zmieścił krążek w siatce. Jak się później okazało, była to ostatnia bramka w regulaminowym czasie gry. Wszystko za sprawą słupka, który uratował Pens od straty dwóch punktów. Gdyby nie on, zwycięski gol z pewnością należał by do Troy'a Brouwer'a, który na około 25 sekund przed końcem trzeciej tercji w niego uderzył. Tymczasem ostatnie trafienie na wagę złota w tym meczu zdobył nie kto inny jak Evgeni Malkin. Po strzale Paul'a Martin'a, guma odbiła się od bandy i do praktycznie pustej bramki skierował ją będący w niesamowicie wysokiej formie Rosjanin.
Następne spotkanie już 25 stycznia, tym razem Penguins zmierzą się z będącymi w świetnej dyspozycji Nutkami. Czy uda się przedłużyć serię zwycięstw do 7 spotkań?
Zdobywcy bramek:
WSH: B. Laich (11:02 - 2nd) , A. Semin (14:38 - 2nd) , A. Ovechkin (01:08 - 3rd)
PIT: K. Letang (PPG, 04:51 - 1st) , J. Neal (05:52 - 1st) , J. Neal (07:06 - 3rd) , E. Malkin (01:31 - OT)
Bramkarze:
WSH: M. Neuvirth (L)PIT: M. Fleury (W)

Autor:ClayDodano:22.01.2012/22.25
czytaj więcej
















