M22.: WSH - PIT 0:4 - Fotel lidera podtrzymany
Świetne spotkanie Pingwinów w stolicy. Pittsburgh pewnie pokonał miejscowych Capitals 4:0. Drugie trafienie w sezonie zaliczył James Neal, a Marc-Andre Fluery skończył mecz z kolejnym shutoutem.
Niespodzianka Martina
Kluczem do zwycięstwa w spotkaniu z Capitals miała być czysta gra Pens. Tymczasem już w czwartej minucie spotkania Adams popełnił kompletnie nie potrzebny faul w ataku i gospodarze mieli pierwszą okazję w PP. Owieczkin obił wówczas po raz pierwszy słupek bramki Flowera. Na tym na szczęście skończyły się dobre okazje Washingtonu podczas tego PP.
Od pierwszych minut było widać, że to spotkanie będzie miało zupełnie inny przebieg niż mecz z Ducks. Pingwiny od razu ruszyły do ataku oddając pierwsze strzały już w 2. minucie spotkania, a nie w 17. minucie jak to było w poniedziałkowym starciu. Aktywna gra w ataku opłaciła się już 7. minucie spotkania. Crosby podał wówczas pod niebieską do Martina, który strzałem w okienko kompletnie zaskoczył Holtby'ego i otworzył wynik.
W 12. minucie było już 2:0 za sprawą Bennetta. Beau otrzymał świetnie podanie przed niebieską od Geno i okazji nie zmarnował. Caps sprawiali wrażanie wyraźnie zaskoczonych grą Pingwinów. W pierwszej tercji Pens aż siediemnastokrtonie raz zagrozili bramce Holtby'ego, Capitals zaledwie sześć. Po pierwszej odsłonie wszystko wyglądało niemal idealnie, niemal, ponieważ Pingwiny łapały zdecydowanie zbyt dużą ilość kar.
Wisienka Sida
Początek drugiej odsłony to ponownie bardzo dobra gra Pens w ofensywie. W 26. minucie Pittsburgh otrzymał kolejną okazję na zdobycie bramki w PP. O tym okresie gry w przewadze każdy kibic Pingiwinów wolałby jednak zapomnieć. Paradoksalnie więcej działo się podczas tych dwóch minut pod bramką Fleury'ego aniżeli Holtby'ego.
Penguins pozwalali na swobodniejszą grę Caps w drugiej odsłonie. Washington dłużej utrzymywał gumę w ataku, częściej zagrażał bramce Kwiata. Wszystko to zdało się na nic bowiem Flower ani myślał skapitulować po strzałach Owieczkina i spółki.
W finalnych minutach drugiej tercji Pingwiny ponownie grały w PP. Tym razem okres gry w przewadze wykorzystać się udało i to w jakim stylu! Na pół minuty przed końcową syreną Kunitz podał za bramkę do Neala, który momentalnie odegrał gumę do Crosby'ego, a ten przepięknym strzałem z ostrego kąta wpakował krążek do bramki gospodarzy. Bramka do szatni, zdobyta w takim stylu podczas okresu gry w przewadze - to z pewnością mogło zdemotywować Capitals na trzecią tercję.
Neal po raz drugi
I tak też było... Washington od początku ostatniej tercji wydawał się nie wierzyć w swoje siły. Gospodarze przyglądali się grze Pingwinów, które ponownie raz po raz oddawały strzały na bramkę Holtby'ego. W 48. minucie drugie trafienie w tym sezonie zaliczył James Neal, który popisał się świetnym strzałem z nadgarstka. Kolejną asystę przy bramce zaliczył Małkin.
Pittsburgh spokojnie zdołał dowieść do końca czterobramkowe prowadzenie. Spotkanie z Capitals możemy zapisać na wielki plus. Środowe starcie to kolejny dowód na to, że Pingwiny wracają na właściwe tory po okresie słabszej gry.
Teraz Pens wracają do domu gdzie w piątek zagrają rewanżowe spotkanie z New York Islanders. Mecz ten odbędzie się już o tradycyjnej porze - 1:00.
Washington Capitals - Pittsburgh Penguins 0:4 (0:2;0:1;0:1)
Bramki i asysty: 7. Kunitz (Martin, Crosby), 12. Bennett (Malkin, Niskanen), 40. Crosby (Neal, Kunitz), 48. Neal (Martin, Malkin)
Strzały: 18:40.
Capitals: Holtby (Neuvirth) – Strachan, Schmidt, Carlson, Alzner, Oleksy, Urbom – Owieczkin, Bäckström, Erat – Brouwer, Johansson, Laich – Ward, Grabovskij, Chimera – Wilson, Latta, Volpatti.
Penguins: Fleury (Zatkoff) – Orpik, Martin, Letang, Engelland, Niskanen, Maatta – Bennett, Crosby, Kunitz – Neal, Małkin, Dupuis – Gibbons, Sutter, Jokinen – Adams, Vitale, Glass.
Sędziowali: Kowal, Lee – Barton, Lazarowich.



Komentarze