23 sierpnia / godz. 13:44 | Na stronie 526 osób | ISSN 2084-1485
Rejestracja

penguins.pl

Kamil Sudoł 09.05.2017; 08:33 | źródło: n\a
obrazek_news

M2R6.: PIT - WSH 2:5 - Stan serii wyrównany

Pittsburgh Penguins 2:5 Washington Capitals

Bezradność w Pittsburghu. Pingwiny po beznadziejnym spotkaniu przegrywają na własnym lodzie z Washington Capitals 2:5. Bramki dla Penguins zdobyli Malkin i Guentzel.

Niespełnione oczekiwania

Powracając na własny lód, zawodnicy Penguins mieli jeden cel – wykorzystanie własnego lodu i eliminacja rywala z Washingtonu. Jednak nikt nie spodziewał się aż tak znacznej dominacji gości, która miała miejsce od pierwszych minut meczu.

Gospodarze mieli problem z organizowaniem jakiejkolwiek akcji strzeleckiej na bramkę Holtby’ego, a kary Guentzela i Crosby’ego nie pomagały w polepszeniu ich sytuacji. Co gorsza, to ostatnie osłabienie Pens zostało wykorzystane przez T.J. Oshiego, który błyskawicznym strzałem wykończył podanie Kuznetzova dając przyjezdnym prowadzenie.

Niewidoczne Pingwiny

Od samego początku drugiej tercji gracze Capitals zwiększali swoją przewagę nad gospodarzami, którzy momentami nie potrafili nawet skutecznie wybić krążka z własnej tercji obronnej.
W 6 minucie błąd Hainsey’a kosztował Pens stratę kolejnego gola, po tym jak Burakovsky indywidualnie umieścił krążek w bramce Pens. Wydaje się, że interwencja Fleury’ego mogła być bardziej stanowcza, nie dopuszczając do dobitki gracza rywali.

Bezradność Pingwinów nie tylko miała miejsce w obronie, ale również ofensywa podopiecznych Sullivana pozostawiała wiele do życzenia. Niewidoczne asy Pens nie potrafiły wykorzystać żadnego powerplaya, a ich strzały były z łatwością wyłapywane przez Holtby’ego.

Tercja wstydu (i zarazem nadziei?)

Kilka sekund wystarczyło Stołecznym, aby wykorzystać dziurę w defensywie Pens i zwiększyć swoją przewagę na 0:3. Na listę strzelców wpisał się Backstrom nie dając żadnych szans Fleury’emu.
Powerplay Penguins nie istniał, a sam Sullivan nie miał pomysłu na świetnie spisujący się zespół z Washingtonu, a karygodne błędny defensywne ponownie doprowadzały do kar dla zawodników Pens, co w 12 minucie zostało zamienione kolejny raz na gola dla gości. Tym razem strzelcem bramki został Carlson.

W trakcie gdy załamani fani zaczęli opuszczać PPG Paint Arena, zawodnicy Capitals udrzeli po raz kolejny. Po ośmieszeniu obrony Pens, Burakovsky po raz kolejny pokonał bramkarza Penguins.

Kiedy wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, Pingwiny nagle przypomniały sobie jak gra się w hokeja. Najpierw doskonałe podanie Crosby’ego wykorzystał Guentzel, a chwilę później bramkarza gości pokonał Malkin po indywidualnie przeprowadzonej akcji. Było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu i pomimo porażki 2:5, gospodarze w pewnym stopniu odbudowali swoje morale i miejmy nadzieję, że zaprocentuje to na korzyść w decydującym spotkaniu nr 7.

Guentzel przełamuje strzelecką posuchę Pens

 

Geno trafia na 2:5

 

Pittsburgh Penguins – Washington Capitals 2:5 (0:1, 0:1, 2:3)

Bramki i asysty: 57. Guentzel (Crosby), 58. Malkin (Sheary, Dumoulin) – 13. Oshie (Kuzněcov, Bäckström), 27. Burakovsky, 41. Bäckström (Oshie, Orlov), 52. Carlson (Niskanen, Kuzněcov), 53. Burakovsky


Pittsburgh Penguins: M.-A. Fleury (Jarry) – Hainsey, Dumoulin, Ruhwedel, Määttä, J. Schultz, Cole – Hörnqvist, Crosby (C), Sheary – Rust, Malkin (A), Guentzel – Kessel, Bonino, Hagelin – Kühnhackl, Cullen, Kunitz (A).

Washington Capitals: Holtby (Grubauer) – Carlson, Orpik (A), Niskanen, Orlov, Shattenkirk, Schmidt, Alzner – Oshie, Bäckström (A), Burakovsky – Williams, Kuzněcov, Ma. Johansson – T. Wilson, Eller, Ovečkin (C) – Beagle, Winnik.

» wróć do strony głównej Zobacz także

Komentarze (13)

comments powered by Disqus
więcej więcej