Dzisiaj jest 29 lipca / godz. 08:37 | Aktualnie na stronie przebywa 17 osób
ISSN 2084-1485

penguins.pl

Rejestracja
Adam 08.02.2013; 03:50 | źródło: n\a
obrazek_news

Pens - Capitals 5:2. Wybuchowa 2. tercja

Pittsburgh Penguins 5:2 Washington Capitals

Pingwiny urządziły sobie „dożynki” w drugiej tercji meczu strzelając 5. goli! Po takich ciosach stołeczni nie mogli się podnieść z kolan. Wygrywamy 5. mecz z rzędu.

Capitals za kadencji Bruce’a Boudreau mieli patent na wygrywanie z Penguins. Z ostatnich 10.wizyt w Pittsburgh,Capitals wygrali aż 9. Ostatnie roszady na ławce trenerskiej w Washington nie wychodzą im jednak na dobre. Jak w przysłowiu,że lepsze jest wrogiem dobrego.

Z pewnych źródeł wiem,że kibice Penguins nie żałowali sobie pączków w Wielki Czwartek. Fani  Capitals mieli pewnie większe apetyty na zwycięstwo jednak przyszło im najeść się…wstydu. Ale po kolei.

Mecz zaczynamy bez Letanga. W jego zastępstwie pojawił się Reese i już teraz można powiedzieć, że nie zawiódł Bylsmy. Od początku widać było, że przyjezdni desperacko potrzebują punktów. Nie minęło 5.minut a Capitals wyszli na prowadzenie. Dobrą robotę wykonał Wolski, który na tyle utrudnił interwencję Flowerowi, że nasz bramkarz odbijając strzał Kundratka stracił na moment przyłbicę. Dobitka Ribeiro była formalnością. Goście nie pozwalali nam na wiele, z trudem dochodziliśmy do sytuacji strzeleckich. Kiedy już się udało Neuvirth okazał się lepszy od Cooke’a. Gra Penguins nie nastrajała optymistycznie. Okazało się jednak, że pokazy fajerwerków przygotowano na drugą tercję.

Drugie 20. minut było najlepszymi  w wykonaniu Penguins w tym sezonie. Wychodziło nam niemal wszystko. Power Play zaskoczył, nasi liderzy strzelali gole,obrona nie pozwalała na wiele przez co Fleury był praktycznie bezrobotny. Dominowaliśmy również w strzałach na bramkę (18:6).Kanonadę rozpoczął Malkin podczas przewagi. Rosjanin dostał świetne krzyżowe podanie na lewej stronie i huknął pod poprzeczkę. Jeszcze ładniejsza była kolejna bramka. Wymienialiśmy się krążkiem niczym na treningu. Dupuis wykończył ładna zespołową akcję po której Capitals wymieniają bramkarza. Złapaliśmy rywali za gardło. Kolejny Power Play. Tym razem Neal znalazł się sam przed bramką, położył Holtbyego i backhandem podwyższa na 3:1. Kilkanaście sekund później Sutter wygrywa wznowienie, a  czający się za nim Cooke uderzył bez zastanowienia. Próbowali tak zagrać już w poprzednim meczu, ale udało się z Capitals. Przyjezdnym puszczają nerwy. Łapią kolejną karę, a my jesteśmy bezlitośni. 22. sekundy przed końcem tercji Crosby najechał przed bramkę i dobił „z powietrza” strzał Geno. Stało się jasne, że tego meczu nie możemy już przegrać. Goście liżąc rany doczołgali się do szatni przy stanie 5:1.

W 3. tercji kibiców emocjonowały najbardziej potyczki z Ovechkinem. Lider gości miał dość upokorzeń tego dnia. Postanowił prowadzić prywatną wojenkę z Penguins. 3.kary jakie złapaliśmy w ostatniej odsłonie były po przewinieniach na Ovie’m. Odżyły nieco wspomnienia zażartej rywalizacji jaką toczyliśmy w ostatnich latach. Dało się również zauważyć, że jedyny element hokejowego rzemiosła jaki goście mieli opanowany to była gra w przewadze. Już przy pierwszej takiej okazji, gdy w czyśćcu siedział Orpik gościom udało się zdobyć gola. Ovechkin zmieścił krążek pod parkanem Flowera. Pod koniec meczu goście obili jeszcze słupek podczas kolejnego PP, ale drugie przekonujące zwycięstwo nad Washington stało się faktem.

Fortuna w tej rywalizacji zaczyna nam sprzyjać. Jesteśmy liderem Konferencji, nie ma większych problemów zdrowotnych. Jeśli te nawet się przytrafiają to zastępcy grają dobrze (Bortuzzo, Reese). Liderzy wykonują swoją robotę. Czego chcieć więcej? Na pewno konsekwencji w grze. Capitals wygrali dwie tercje ale my miotaliśmy gromami niczym Zeus przez 20. minut i to wystarczyło. W weekend gramy dwa mecze z żądnymi rewanżu Devils. Miejmy nadzieję, że zwycięska passa zostanie podtrzymana.

Skrót spotkania

Galeria ze spotkania

 

» wróć do strony głównej Zobacz także

Komentarze (13)

comments powered by Disqus
więcej więcej