Dzisiaj jest 31 października / godz. 14:17 | Na stronie online 43 osób
ISSN 2084-1485

penguins.pl

Rejestracja
Adam 21.02.2013; 05:03 | źródło: n\a
obrazek_news

Penguins - Flyers 5-6: Udany rewanż Lotników

Pittsburgh Penguins 5:6 Philadelphia Flyers

Po zażartym boju przegrywamy bitwę o Pensylwanię. Voracek bohaterem Flyers.

Spotkanie z rywalem zza miedzy rozpoczęliśmy jak rozjuszone byki. Nasza pierwsza linia dała sygnał do ataku. Crosby próbował wrzutki zza bramki, dobijał Dupuis. Czujny był jednak Bryzgalov. Rzucając się wściekle do ataku, zapomnieliśmy na chwilę o obronie. Couturier nie zdołał jednak pokonać Vokouna w kontrataku. Naciskamy Flyers, czego efektem jest pierwszy gol. Giroux zablokował strzał Letanga. Krążek trafił do Niskanena, który huknął spod niebieskiej. Sutter świetnie zasłonił Bryzgalova i prowadzimy. Laviolette bierze czas. Flyers ospale zaczęli mecz, więc trener pewnie zachęcał do większej agresywności. Zolnierczyk chyba źle zinterpretował słowa trenera bo już po chwili rzucił wściekle na bandę Bortuzzo i Flyers musieli grać w osłabieniu. Zamykamy Flyers w ich tercji. W końcu strzela Malkin, a Bryzgalov łapie ten strzał. Tyle, że Geno domaga się uznania gola bowiem Bryzgalov miał rzekomo wychwycić krążek za linią bramkową. Sędziowie gola nie uznają, ale my nie ustępujemy. Martin uderza spod niebieskiej, krążek odbija się od bandy za bramką, wraca na przedpole bramkowe gdzie Geno upadając na lód zdołał zmieścić gumę przy krótkim słupku. Wyśniony początek Penguins.

Teraz do głosu zaczynają dochodzić przyjezdni. Trwa zażarta walka o każdy centymetr lodowiska. Dochodziła dwunasta minuta gry kiedy Flyers zdobyli kontaktową bramkę. Dodajmy od razu, że bramkę kuriozum. Na naszym przedpolu powstało ogromne zamieszanie. Letang rzucił się do bramki zatrzymując na linii krążek. Za nim zanurkował Knuble. Po chwili mieliśmy już trzech bramkarzy bowiem Glass i Vitale również znaleźli się w polu bramkowym. Vokoun był najwyżej wysuniętym obrońcą. Wyglądało to tak jakby w tłumie ludzi w centrum Tel Avivu ktoś rzucił studolarówkę na ulicę a ludzie zaczęli się o nią bić. W tym całym zamieszaniu krążek trafił do Grossmanna, który minął leżącego plackiem Vokouna i zakończył imprezę pod naszą bramką. Gracze z Philadelphii poszli za ciosem i minutę później było już 2:2. Simmonds, nie pilnowany na lewej stronie, miał sporo czasu by wjechać pod bramkę i umieścić krążek przy dalszym słupku. Bylsma wziął czas i mieliśmy do czynienia z podobnym scenariuszem jak po wcześniejszym timeout Flyers. Gospodarze wrócili do gry bardzo pobudzeni. Engelland złapał szybko karę i rozgorzała walka na dobre. Cooke i Voracek również zarobili kary, a za chwilę Glass i Simmonds stoczyli bojkę. Zaczęły się wzajemne prowokacje. Widać, że rywalizacja z poprzednich Play Offs to nie jest jeszcze zamknięta sprawa. Raczej kolejny rozdział traktujący o nienawiści między stanowymi rywalami.

Czekaliśmy z niecierpliwością na drugą tercję i kolejne gole dla Penguins. Nie minęło pięć minut i nadarzyła się okazja po tym jak Couturier uderzył kijem trzymanym oburącz Neala. Gramy w przewadze, ale to Talbot pomknął w kontrataku na naszą bramkę. Na szczęście w ostatniej chwili jego kij został podbity dzięki czemu uniknęliśmy zawstydzającej bramki. Bo tak należałoby to skwitować gdyby nasz były zawodnik, grający dla odwiecznego rywala, zdobył bramkę w osłabieniu. Kolejną szansę na gola miał Zolnierczyk, lecz jego strzał z backhandu obronił Vokoun. Po naszej stronie przed szansą stanął Neal, ale niepotrzebnie chciał dograć do Malkina i szansę diabli wzięli. Goli dla Penguins się nie doczekaliśmy w tej odsłonie a na domiar złego przyjezdni zdobyli gola w przewadze na 10 sekund przed końcem tercji. Stojący przed naszą bramką Simmonds skupił na sobie uwagę obrońców. Krążek po kiju Orpika trafił przypadkiem na prawą stronę do nie obstawionego Voracka. Ten mając odsłonięte pół bramki nie zmarnował okazji. Gol do szatni zawsze boli.

Jeśli do tej pory oglądaliśmy dobry mecz to w ostatniej odsłonie emocje miały sięgnąć zenitu. Niestety źle zaczęliśmy tę odsłonę. Vokoun stracił krążek za bramką powodując niemałe zamieszanie na przedpolu. Najwięcej zimnej krwi zachował ponownie Voracek. Wydarzenia nabrały nieoczekiwanego zwrotu. Po mocnym początku meczu w wykonaniu Penguins nikt się chyba nie spodziewał takiej reakcji Flyers. Co gorsza, Malkinowi puszczają nerwy i niepotrzebnie angażuje się w starcie z Couturier. Ręce Rosjanina są zbyt drogie i wolimy by robił z nich użytek pod bramką rywala. Flyers prowadzą  4:2 gdy Giroux obija nasz słupek. Mogło być właściwie po meczu bo już jakiś czas nie potrafimy znaleźć rytmu. Walczymy za to ambitnie i zostajemy wynagrodzeni za nasze starania. Martin uderzał na bramkę a bezpański krążek trafił do… Kennedy’ego. TK szybko się odwrócił i wpakował gumę do bramki, z powrotem przywracając nadzieję na zwycięstwo. Na bramkę Kennedyego trzeba było czekać tak długo jak w PRL w kolejkach za mięsem. Miejmy nadzieję, ze rozwiązał tym samym worek z golami na ten sezon. Nieco ponad dwie minuty później otrzymaliśmy jednak kolejny cios. Znowu ten wszędobylski Simmonds, który przy próbie podania trafił kij Niskanena. Podbity krążek kompletnie zaskoczył Vokouna i znowu mieliśmy dwubramkową stratę. Jakby kłopotów było mało, Glass otrzymuje podwójną karę mniejszą. Nieciekawe perspektywy się rysowały, ale teraz dopiero miał zacząć się kosmiczny mecz.

Skutecznie bronimy się w osłabieniu i krótko przed zakończeniem kary Glassa to goście popełniają przewinienie. Knuble będzie również odpoczywał 4 minuty. Flyers tracą koncentrację i Fedotenko dołącza do kolegi w boksie kar. Mamy przewagę 5 na 3. Teraz albo nigdy. Talbot traci kij, więc de facto gramy 5 na 2 i Neal odpala! Publiczność ogląda mecz na stojąco. Przegrywamy już tylko jedną bramką i mamy jeszcze przewagę. Strzelamy upragnionego gola, jednak Flyers protestują, że krążek został kopnięty łyżwą przez Kunitza. Sprawdzenie zapisu video i… goście mają rację. Gol anulowany. Dalej nacieramy i nikt chyba nie wierzy, że gościom się upiecze. Na dwie minuty przed końcem dochodzimy rywali. Kolejne inteligentne zagranie Martina, który wstrzelił krążek za bramkę. Tam przejął go Sutter, wyskoczył przed Bryzgalova i wepchnął gumę do siatki. Kibice w ekstazie. Wszystkie znaki na niebie wskazują na dogrywkę. Tymczasem przychodzi nam przejść drogę z nieba do piekła. 32 sekundy po golu Suttera, Flyers zdobywają zwycięskiego gola. Voracek strzelił spod bandy w kierunku bramki a Vokoun w sobie tylko znany sposób przepuścił ten strzał. Tym samym Voracek kompletuje hat trick. Penguins wycofują jeszcze bramkarza i grają ponad minutę z dodatkowym napastnikiem ale nie udaje się odmienić losów meczu.

Wraz z końcową syreną poczułem się przez chwilę jakbyśmy przegrali serię Play Offs. Cały mecz zresztą przypominał bardziej rozgrywki posezonowe. Moim skromnym zdaniem było to najciekawsze spotkanie sezonu do tej pory i chociaż przegraliśmy należą się słowa pochwały naszym graczom. Gdyby nieco szczęścia było po naszej stronie mogliśmy wyjść zwycięsko z pojedynku. Trzeba jednak brać rzeczywistość taką jaka jest i liczyć na udany rewanż 7.03. Już nie mogę się doczekać kolejnego starcia. Let’s Go Pens!

Pittsburgh Penguins - Philadelphia Flyers 5:6

05:07 Niskanen (Letang)     1:0

07:15 PPG Malkin (Martin, Neal) 2:0

11:49 Grossmann (Knuble, Couturier) 2:1

12:49 Simmonds (Briere) 2:2

19:50 PPG Voracek (Simmonds, B. Schenn) 2:3

00:18 Voracek ( Coburn, Giroux) 2:4

05:29 Kennedy ( Martin, Orpik) 3:4

07:36 Simmonds ( Talbot, Gervais) 3:5

12:46 PPG Neal ( Malkin, Crosby) 4:5

17:57 Sutter ( Martin, Cooke) 5:5

18:29 Voracek ( Giroux) 5:6

Skrót spotkania

Galeria ze spotkania

» wróć do strony głównej Zobacz także

Komentarze (13)

comments powered by Disqus
więcej więcej