Penguins - Canadiens 6-4: Habs bez szans
Pingwiny pewnie pokonały Montreal Canadiens 6:4 i w dużym stopniu przybliżyły się do wygrania Konferencji.
Goście z Montrealu notują ostatnio słabszy okres. Do meczu przystąpili z rezerwowym bramkarzem Budajem, ale już pierwsza tercja pokazała, że nie będziemy stosować żadnej taryfy ulgowej. Ostre strzelanie rozpoczął Sutter, który przejął na środku lodowiska doskonałe podanie od Niskanena. Nie popisał się przy tym golu Subban zostawiając naszemu graczowi sporo miejsca. Niecałe dwie minuty później był kolejny powód do świętowania. Dupuis próbował indywidualnie zaatakować bramkę gości. Szybko został otoczony przez trzech obrońców, ale zdołał jeszcze podać do Morrowa, który bez zastanowienia huknął nie do obrony. Jakby było mało kłopotów przyjezdnym, nasza 4 linia pokazała kawał siłowej gry, nie pozwalając złapać oddechu Canadiens. Pod koniec tej odsłony mieliśmy mały jubileusz kiedy Iginla, podczas gry w przewadze, zdobył swój 1100 punkt w karierze.
Tym sposobem mecz zapowiadany jak bitwa o Konferencję szybko stracił swój suspens. Minęły 4 minuty drugiej odsłony gdy zadaliśmy gościom kolejny cios. Bennett świetnie wyłożył krążek Morrowowi i było 4:0. Habs zajrzało w oczy widmo kompromitacji, więc wzięli się do roboty. Niedługo po naszym golu na listę strzelców wpisał się Gionta, który otrzymał świetne podanie zza bramki. Na gola Gionty szybko odpowiedział Sutter, który dobił strzał Morrowa podczas gry w przewadze. Świetna dyspozycja Morrowa, który zaliczył dzisiaj dwa gole i asystę to dobry prognostyk przed PlayOffs. Brawa należą się przyjezdnym, że jeszcze w tej tercji zdołali się odgryźć. Gol Galchenyuka przedniej urody. Szybkie przełożenie z backhandu na forehand i Fleury bez szans.
Jakkolwiek losy meczu rozstrzygnięte były wcześniej to oglądaliśmy, mimo wszystko, ciekawą trzecią odsłonę. Najpierw gola dla gości zdobył niesygnalizowanym strzałem Dumont. Minutę później jego wyczyn przyćmił Murray, który wstrzelił krążek na bramkę licząc zapewne, że ktoś zmieni tor lotu gumy. Ku ogólnemu zdumieniu Price przepuścił ten ni to strzał ni podanie. Murray strzela gole rzadziej niż Polacy latają na wakacje do Korei Północnej, a ostatni raz ta sztuka udała mu się w grudniu 2000 roku. Wkrótce po tym zdarzeniu Morrow stoczył pojedynek z Subbanem. Niesamowity mecz rozegrał dzisiaj nasz zawodnik! Z kolei gracz Canadiens wyładował jeszcze swoją złość w dalszej fazie meczu na Kunitzu i został przedwcześnie odesłany do szatni. Nie widział zatem jak jego koledzy zdołali zmniejszyć w samej końcówce rozmiary porażki.
Mimo braku czterech kluczowych graczy nadal jesteśmy w stanie grać dobry hokej. Już tylko jakiś kataklizm może nas pozbawić pierwszego miejsca na Wschodzie. Kolejny mecz gramy z Bostonem, drużyną mającą, podobnie jak my, apetyty mistrzowskie.
Pittsburgh Penguins - Montreal Canadiens 6:4 (3:0;2:2;1:3)
Bramki: 8. Sutter (Niskanen, Letang), 10. Morrow (Dupuis, Adams), 20. Iginla (Kunitz, Letang), 25. Morrow (Bennett), 31. Sutter (Morrow, Kennedy), 46. Murray (Iginla) – 28. Gionta (Prust, Elles), 38. Galchenyuk (Eller, Moen), 45. Dumont (Desharnais, Pacioretty), 60. Markov (Desharnais, Weber)



Komentarze