M16.: NYR - PIT 5:1 - Fatalne spotkanie w Nowym Jorku
Pingwiny po słabym spotkaniu oraz strzeleckiej niemocy Crosby'ego i spółki, przegrały z New York Rangers 1:5. O meczu ze Strażnikami trzeba jak najszybciej zapomnieć i zostawić go za sobą...
Katastrofalna minuta
Pierwsza tercja spotkania ze Strażnikami to najlepszy dowód na to, że nie wykorzystane okazje niemal zawsze się mszczą. Gra Pingwinów do 18. minuty spotkania wyglądała nieźle. Podopieczni Dana Bylsmy stwarzali sobie masę dobrych sytuacji, nie umiejąc postawić jednak kropki nad "i". Bliski otwarcia był już w 6. minucie meczu Crosby podczas gry w przewadze, trafił on jednak w boczną siatkę. W 14. minucie Niskanen huknął spod niebieskiej, tor lotu krążka zmienił Duper i guma wędrowała już do siatki gospodarzy kiedy w ostatniej chwili z linii bramkowej wybił ją Callahan. Swoją okazję miał także chwilę po tym Adams, który po podaniu Glassa uderzył w słupek.
Potem nastąpił regres gry Pittsburgha. Penguins w nieco ponad minutę stracili dwie bramki. Wpierw w 19. minucie Boyle podał zza bramki do McDonagha, a ten wówczas nie miał problemów z pokonaniem Flowera. Bramkę do szatni dołożył jeszcze Stepan i zamiast prowadzenia po pierwszej tercji mieliśmy dwie bramki w plecy.
Koszmaru ciąg dalszy
Druga tercja to fatalna gra Pingwinów, które przestały nawet stwarzać sobie dobre sytuacje podbramkowe, z czym nie było problemu na początku spotkania. Tercję rozpoczęliśmy od słabej gry w przewadze podczas, której Pens nie mogli porządnie rozegrać gumy w tercji rywala. Fatalna gra trwała, a Rangers zdobywali kolejne bramki...
W 34. minucie na 3:0 podwyższył Boyle po podaniu Richardsa. Pittsburgh zdołał odpowiedzieć na trzecią bramkę Strażników wykorzystując grę w przewadze niespełna dwie minuty później. Jednak w 36. minucie Nowy Jork odzyskał trzybramkowe prowadzenie po tym jak Callahan zmienił tor lotu krążka po strzale Hagelina spod niebieskiej.
Chyba nikt, patrząc przez pryzmat całego spotkania, nie liczył w trzeciej tercji na cudowny comeback Pingwinów. Była to tercja na przeczekanie będącą możliwością poprawy skuteczności Flowera, który po 40. minutach gry figurował z 79% obronionych strzałów.
Po 10. minutach gry w trzeciej tercji oddaliśmy okrągłe zero strzałów na bramkę Lundqvista. Flower statów poprawić także nie zdołał bowiem właśnie w 50. minucie meczu Brassard podwyższył na 5:1 dla Nowego Jorku. Fleury zamiast tego usłyszał skandowanie swojego nazwiska przez kibiców gospodarzy.
Penguins odnoszą wysoką porażkę w Nowym Jorku. Kolejne spotkanie dopiero w najbliższy weekend w nocy z soboty na niedzielę. Pingwiny zmierzą się w ten czas z St. Louis Blues na wyjeździe. Będzie to pierwszy mecz tych drużyn od stycznia 2012 roku.
New York Rangers - Pittsburgh Penguins 5:1 (2:0;2:1;1:0)
Bramki i asysty: 19. McDonagh (Boyle), 20. Stepan (Zuccarello, Kreider), 34. Boyle (Richards, Stralman), 36. Callahan (Richards, Hagelin), 50. Brassard (Dorsett) – 35. Letang (Kunitz, Malkin)
Rangers: Lundqvist (Talbot) – Girardi, McDonagh, Stralman, Staal, Del Zotto, J. Moore – Callahan, Richards, Hagelin – Zuccarello, Stepan, Kreider – Dorsett, Brassard, Pouliot – Miller, Boyle, Pyatt.
Penguins: Fleury (Zatkoff) – Martin, Orpik, Letang, Niskanen, Bortuzzo, Maatta – Dupuis, Crosby, Kunitz – Megna, Malkin, Jokinen – Adams, Sutter, Glass – Engelland, Vitale, Jeffrey
Sędziowali: Joannette, O'Rourke – Murray, Vaughan.



Komentarze